Jeleniogórskie reminiscencje - 31.12.2005
Dodane przez admin dnia 31/12/2005 17:00
Wprost nieprawdopodobne. Zdarzyło się. A jednak. Jeszcze w Starym Roku na chwilę przed moim wyjazdem do Polski w Dundee spadł śnieg. Zapewne, dlatego, że za dużo narzekałem, że go nie było na Święta. Bo była piękna pogoda, błękitne niebo i świecący srebrem most na Tay. Było pięknie, lecz jednak nie świątecznie. Tak jak do tego przywykłem – ze śniegiem, mrozem i bałwanami (ups, przepraszam, bałwany nawet w Szkocji się znajdą). W każdym razie było inaczej. No a ten nieszczęsny śnieg spadł dokładnie na kilka godzin przed moim wylotem. Iście stereotypowo po szkocku – nawet pogoda śniegu poskąpiła. A do tego nawet się bielą nie nacieszyłem za wiele, bo do południa ze śniegu zostało tylko wspomnienie. Całe szczęście wiedziałem, że w Jeleniej Górze też spadł śnieg...
Spadło go tyle, że przejazd z Harrahova do Jeleniej Góry w noc z 28 na 29 grudnia zajął prawie dwie godziny. Zaśnieżone drogi (i to ta międzynarodowa wprost z przejścia granicznego!!!) to był prawdziwie ‘szkocki szok’. Kolejnym było to, że pługi i piaskarki były, ale stały na poboczu jakby czekając na poprawę pogody albo pierwszy groźny wypadek. I gdzie tu logika, pomyślałem. Czyżby w Polsce płaciło się kierowcom piaskarek za stanie na poboczach? Bo jeśli tak, to chciałbym być kierowcą piaskarki w Polsce...
Kotlina Jeleniogórska mieniła się więc odcieniami bieli zmrożonej przez porywiste podmuchy wiatru. Było tak jak to sobie wymarzyłem – biało i świątecznie. Oczywiście nie mogłem nie odwiedzić centrum Jeleniej Góry. W czasie ostatnich kilku miesięcy niewiele się zmieniło. Kolorowe kamieniczki dodają miastu urody. Butiki na 1 Maja i Konopnickiej śmieją się świąteczno-noworocznymi wystawami. Ludzie tak jak dawniej gdzieś się spieszą, mając w głowach tysiące Bardzo Ważnych Spraw do załatwienia. I wydawało się, że nic nie może zburzyć idealnego obrazu końca grudnia. Prawie nic. Brakowało mi bowiem w wielu miejscach, które odwiedziłem uśmiechu sprzedawcy, słów dziękuję i przepraszam, do których tak przywykłem mieszkając w Szkocji, przestrzegania miejsca w kolejce (wsiadanie do autobusu w Jeleniej Górze to wprost horror), czy szanowania czasu klienta (w jednym ze znanych salonów telefonii komórkowej czekałem ponad 20 minut na to, aby ktoś mnie obsłużył, pomimo tego, że nie wszyscy pracownicy byli zajęci). Przykłady można mnożyć i niestety jest to przykre. Nie chciałbym porównywać warunków polskich do szkockich, ale chcąc być państwem silnym nie tylko gospodarczo, ale i kulturalnie Polacy muszą wreszcie zacząć myśleć nie tylko o sobie, ale i o innych. Zaczynając od podstaw – słów przepraszam, dziękuję czy do widzenia... Dla osoby, która przyjeżdża do Jeleniej Góry z zagranicy – czy to Polaka czy obcokrajowca – wszystkie te małe wady są niesamowicie widoczne. A wiadomo – liczy się pierwsze wrażenie.
Jest też jeszcze sprawa nadziei. Rozmawiając ze znajomymi nietrudno było mi zauważyć, że nie do końca wierzą, że obietnice złożone w czasie prawyborczej gonitwy zostaną spełnione. Była w ich słowach nadzieja, ale bardzo mizerna i cicha, zupełnie jak w świątecznej kolędzie o chrystusowej stajence. Gdzieś na końcu wypowiedzianych słów pojawiało się ‘a może jednak, może się uda’... Jest to chyba naszym narodowym zwyczajem, że w momentach trudnych potrafimy się zjednoczyć i zacząć działać razem. I to jest niesamowicie pozytywna cecha wyróżniająca się zdecydowanie z szarej masy narzekań i biadoleń. Wyróżniająca Polaków w Europie. Ciekawe – gdy rzeczywiście musimy coś zrobić zakasujemy rękawy i bierzemy się do pracy. Nie narzekamy i nie biadolimy. Pytanie tylko czy następny rok znowu będzie rokiem straconym na sejmowe kłótnie, czy wykorzystanym w stu procentach we wspólnej pracy nie tylko dla mnie, ale i dla mojego sąsiada, wspólnika, czy kuzynki. Pytanie, na które przyjdzie nam odpowiedzieć zapewne za rok...
Jelenia Góra, 31-12-2005
Most kolejowy na Tay (poprawna nazwa: The Tay Rail Bridge) - najdłuższy (3,5km) stalowy most w Europie. Po drugiej stronie Fife. (Autor zdjęcia – Jarek, Sierpień 2005).