Rzecz o stereotypach 26.01.2006
Dodane przez admin dnia 26/01/2006 23:09

Stary szkocki żart powiada, że kiedy Bóg stwarzał Ziemię i wszystko co z tym związane jeden z Aniołów zapytał go o szczególne miejsce. „Boże – jest na Ziemi takie piękne miejsce, górzyste i dzikie, pełne jezior i rzek o krystlicznej wodzie, miejsce, gdzie ludzie są odważni i silni, gdzie pełno zwierzyny w lasach. To przecież istny raj, bez wad i minusów!”. „Poczekaj do jutra” – odpowiedział Bóg – „Jutro stworzę ich sąsiadów – Anglików”.

Szkocja pełna jest stereotypów – choćby takich jak z powyższego żartu. Że ludzie tu odważni i nie boją się niczego, że piją whisky i chodzą w spódnicach w kolorową kratę (a na dodatek nic pod nimi nie mają), że Szkocja to kraj gór i jezior i co za tym idzie pięknych widoków. No i dochodzi do tego legenda Bravehaeart’a tak dobrze zobrazowanego przez Mela Gibsona i  tak mocno stereotypowego, że wiekszość turystów przyjeżdzających do Szkocji ciągle myśli o gościach w spódnicach biegających z braku koni po górach i dolinach oraz korzystających z uroków szkockiej deszczowej pogody. Czytelnicy, którzy pamiętają jeszcze szkolne lektury, pewnie dobrze skojarzą ten typ stereotypów z wyrażeniem ‘wsi spokojna wsi wesoła’ (jeno pogoda nie ta i pada).

Pytanie więc dlaczego i skąd wzięły sie te bajki o pięknej i nieskazitelniej Szkocji. Otóż zaczęły powstawać już one w epoce szkockiego romantyzmu, w czasach kiedy o Szkocji zaczęli pisać Walter Scott, James McPherson czy Robert Burns. Zgodnie z romantycznymi regułami usilnie kładli oni nacisk na pokazanie wolności jednostki, jej związanie z przyrodą i wsystkim tym co naturalne. Poza tym dzieła trzech szkockich pisarzy przepełnia nostalgia i sentymentalność. Można by powiedzież, że osiemnastowieczne dzieła były tym czym dla nas jest teraz telewizja – pokazywały kolorowy świat, malowały w głowach ówczesnych czytelników obraz krainy, która warta jest każdych pieniędzy, byle ją zobaczyć. Dzieła Burnsa, McPhersona, czy Scotta były rodzajem szkockiej reklamówki – kolorowej i dobrze pomyślanej jak na tamte czasy. Highlandy jak ze wspólczesnej pocztówki opisuje Burns - pokryte śniegiem z dolinami zielonymi, lasami dzikimi i deszczem obfitym. Jeśli dodamy do tego legendę Ossiana - szkockiego barda opowiadającego jak to ludzie gór w kiltach grający na kobzach walczyli ze znienawidzonym angielskim sąsiadem – będziemy mieli pełen obraz stereotypowej Szkocji.

Stereotypowy jest również (i tutaj pewnie niektórzy Czytelnicy mocno się zdziwią) kilt. Kilt czyli plisowana spódniczka w kratę (tartan) podobno noszona powszechnie przez mężczyzn w Szkocji. Otóż muszę zmartwić wszystkich tych Czytelników, którzy myśleli, że tatran i kilt to rdzenne szkockie wynalazki, które w Szkocji były ‘od zawsze’. One też pojawiły się w osiemnastym i dziewiętnastym wieku, a głównym pomysłodawcą był nie kto inny jak Walter Scott. Wszystko za przyczyną wizyty króla Jerzego IV w sierpniu 1822 roku w Edynburgu, który na tą okazję pokazał się gościom w... kilcie. Tak królewska wizyta jak i królewkie wdzianko było pomyślane, zaprojektowane i wprowadzone w życie przez znanego juz Czytelnikom Scotta. W wieku osiemnastym kilt zdobył popularność za sprawą aktu z 1747 roku, który zabraniał Szkotom nosić kilt oraz wszelkie inne stroje zawierające ‘tartanowe’ elementy. A co było wcześniej? No właśnie tego nawet tęgie głowy nie potrafią powiedzieć. Socjologowie i historycy do dzisiaj próbują natrafić na ślad tartanu korzystając z ossianowskich opowieści lub historii przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Oficjalnie więc kilt i tartan narodziły sie dopiero kilkaset lat temu i dzięki kilku przypadkowym zbiegom okoliczności (np. w postaci królewskiej rewii mody) stały sie popularne.

Faktem, który zaciekawi zapewne Czytelników, jest to, że i my Polacy maczaliśmy w historii o kilcie i tartanie swoje palce. W 1845 roku w Szkocji ukazała się książka zawierająca kolorowe obrazki ze wzorami tatranów dla każdego ze szkockich klanów oraz z dokładną informacją historyczną dotyczącą każdego ze wzorów.  Książka ta zatytułowana „Stroje Klanów” („The Costume of the Clans”) sygnowana była przez braci... Sobieskich. Bracia ci pojawili się w Edynburgu w 1840 roku i wszem i wobec ogłosili, że są potomkami Jana III Sobieskiego oraz, że posiadają szesnastowieczny manuskrypt opisujący kolory i wzory poszczególnych kiltów. Po wydaniu pierwszej części książki oraz po wielkim jej sukcesie po braciach zostało wspomnienie i nikt ich więcej w Edynburgu nie widział. Oczywiście manuskrypt jak i książka były jedną wielką fikcją. I nie zmieni tego nawet fakt, że w/w książka jest nadal używana przez socjologów i etnografów na Wyspach jako prawdopodobne źródło danych o szkockiej kulturze.

Ostatnio szkockie streotypy widać było na ekranach kin i telewizorów przy okazji ekranizacji ‘Bravehearta’. Po sukcesie komercyjnym filmu szkoccy socjologowie i historycy byli oburzeni sposobem w jaki została przedstawiona przez autorów filmu Szkocja oraz szkocka kultura i historia. Warto przytoczyć chociażby wątek miłosny między Wallacem a księżną Izabelą, czy widok szkockiej szlachty ubranej w skóry w odróżnieniu od Anglików wystrojonych w modne wdzianka. Również Edynburg został przedstawiony jako drewniany fort, kiedy w rzeczywistości był już tam murowany gród. Inna sprawa, że film był kręcony głównie z myślą o pieniądzach i taki też efekt przyniósł – kinowy sukces oraz masę turystów podążających śladami Bravehearta. Jakiś czas temu ‘Scotland on Sunday” napisał, że to przecież Hollywood a nie dokument BBC. I trudno się z tym nie zgodzić oglądając film.

Jak więc widać Szkocja to nie do końca kraina pełna kolorowych spódnic i muzyki z piszczałek. Nie do końca tak romantyczna i dzika jak to pokazywali szkoccy pisarze. Bo Szkocja tak naprawde ma swoją drugą stronę, którą dopiero dzisiaj Europejczycy, Azjaci czy Amerykanie odkrywają. A odkrywają Szkocję znaną nie tylko z gór ale i z zabytków Glasgow, Dundee, Aberdeen czy Edynburga, sztuki Mackintosha czy Festiwalu Teatralnego w Edynburgu. Szkocję, która może pochwalić się niesamowicie szybkim rozwojem technologicznym i wieloma wynalazkami. Ale o tym następnym razem.

----------------
Podczas pisania podparłem się kilkoma źródłami (które i Czytelnikom polecam):

Burns, R. (1985). “Poems and Songs of Robert Burns.” London: Fontana/Collins

Devine, T. M. (1999). “The Scottish Nation. 1700-2000.” London: Allen Lane - The
Penguin Press

Edensor, T. (1997). Reading Braveheart: Representing and Contesting Scottish
Identity. “Scottish Affairs”, No. 21, autumn 1997, pp. 135-158

Glover, J. R. (1960). “The Story of Scotland.” London: Faber and Faber

Macdonald, S. (1999). The Gaelic Renaissance and Scotland’s Identities. “Scottish
Affairs”, No. 26 winter 1999, pp. 100-118

McArthur, C. (2003). “Brigadoon, Braveheart and the Scots. Distortions of Scotland
in Hollywood Cinema.” London: I.B. Tauris
Dundee, 23-01-2006

Zamek Glamis, 20km na północ od Dundee. Deszczowa stereotypowa pogoda i romantyczna atmosfera. Jak w wierszach Burnsa. (Październik 2004).